Mogę być szczery?

12/01/2010 - autor: Piotr

Czegoś tu nie rozumiem… Niedawno znajoma, która troszkę bawiła się w photoshopie robiąc różne powiedzmy szczerze pierdoły, myśląc że robi coś fajnego, lub przynajmniej coś co dla mniej się podobało, do czego ma prawo, zapytała czy mi się podoba. Nie! Nie podobało mi się. Chwilę się zawahałem, myśląc czy jej to powiedzieć, przecież powszechnie przyjęte jest, by mówić zawsze że się podoba… Pomyślałem jednak, że nie jestem przeciw tej modzie.

Powiedziałem, że mi się nie podoba. Tak … dostałem dość długą reprymendę, że ja sam bym lepiej nie zrobił, że to że tamto … Któregoś dnia ta sama znajoma zapytała mnie czy podobają mi się jej buty.

Nie podobały mi się … To jak z tym jest? Mamy mówić tylko na tak? A gdzie szczerość? Czy może trafiłem akurat na złą osobę?

Szarlotka

21/12/2009 - autor: Piotr

No, wreszcie udało mi się dorobić internetu, wreszcie znalazłem pracę. Jestem z niej szczególnie zadowolony bo daje mi dużo satysfakcji. Pomyślałem, że na początek miło byłoby wrzucić tu jakiś ciekawy przepis. Szarlotka! Tu gdzie pracuję robię ją codziennie na koniec roboty.

Tak więc na farsz wystarczą nam 5 jabłek obranych i pokrojonych w kostkę oraz troszkę marmolady, ja używam tej z brzoskwiń.

Jeśli chodzi o ciasto to potrzeba nam 100 gram mąki, 90 gram cukru, 170 gram margaryny 4 jajka, torebeczkę proszku do pieczenia, wanilina, skórka cytryny. Wszystko to wyrabiamy by uzyskać jednolitą masę kroimy na 3 części. Jedna będzie nam potrzebna na spód, druga na przykrycie i trzecia na dekoracje.

Wcześniej smarujemy formę masłem układamy pierwszą część ciasta. Smarujemy marmoladą i wrzucamy wszystkie jabłka. Przykrywamy. Znowu smarujemy marmoladą i robimy 6 pasków i jeden długi który położymy na około. Wrzucamy do piekarnika rozgrzanego do 160 stopni na 50 minut. Potem jemy ze smakiem. Proste?

Niedługo napiszę

28/10/2009 - autor: Piotr

Niestety, jak na razie nie mam możliwości dodania żadnego wpisu, mam jednak nadzieję, że to się jak najszybciej zmieni i wreszcie będę mógł się wyrazić.

Nie odkładaj

05/09/2009 - autor: Piotr

Niedawno zakończył się mój krótki epizod w pracy na budowie, gdzie parałem się by móc zarobić na wyjazd do Włoch. Popracowałem, zarobiłem i jestem zadowolony. Nie była to jakaś ambitna praca, a bardziej jak to mówią “przynieś, podaj, pozamiataj“, jednak mi wystarczyło by zrozumieć pewną ważną rzecz, która strasznie mi przeszkadzała w życiu i która była jedną z większych moich wad.

Całe życie odkładałem wiele rzeczy na później. Miałem wiele spraw do załatwienia i zawsze sobie mówiłem – “Piotrek, dobra zrobisz jutro masz czas, co się śpieszyć”. Jak się można zorientować, na drugi dzień mówiłem to samo i tak wszystko narastało i narastało, aż w końcu nie wiadomo było od czego zacząć i co zrobić na początku.

Zapyta ktoś, co ja takiego mogłem przeżyć na tej budowie, co pozwoliło mi na zmianę. Otóż były dni, że mieszałem cement w betoniarce i pakowałem go na taczkę i woziłem gdzie trzeba. Ot taka robota. Na koniec dnia nie przejmowałem się i nie myłem nic ani betoniarki, ani taczki, aż w końcu wszystko zasychało, a cementu narastało.

Na trzeci dzień dostałem w końcu ochrzan od szefa i musiałem wszystko dokładnie szorować na błysk przez co musiałem siedzieć półtorej godziny dłużej w robocie. Wiadomo, że zaschnięty cement nie jest łatwy do zmycia. Jak tak to szorowałem to przechodził koło mnie jeden z robotników i popatrzywszy na mnie powiedział – “Kurwa, zobacz żebyś od razu umył to nie trzeba byłoby szorować, wystarczyłoby szlauchem machnąć i by zeszło”.

Płyną z tego doświadczenia trzy lekcje. Pierwsza, nie odkładaj nigdy niczego na później bo potem nie dość, że będzie więcej do zrobienia to i będzie trudniej. Drugie, zawsze po skończonej robicie myj wszystko narzędzia po sobie, to i ty na drugi dzień będziesz zadowolony mogąc zacząć prace czystymi narzędziami, lub osoba, która będzie nimi pracowała a i szef zobaczy, że jesteś czystym i dokładnym pracownikiem. Trzecie, nigdy żadnego wydarzenia w życiu nie traktować w kategorii błędu czy porażki, ale doświadczenia.

Wiem, że nie jest to nic odkrywczego jednakże mi to pozwoliło zrozumieć te kilka rzeczy, a nigdy nie mogłem się zmusić do nieodkładania spraw na potem.

Playing for change

01/09/2009 - autor: Piotr

Jak jest napisane na stronie Playing for change to pewna inicjatywa stworzona by inspirować, łączyć i zaprowadzać pokój na świecie dzięki muzyce. Pomysł ten powstał z powszechnego przekonania, że muzyka ma moc, która pozwala budować kolejne mosty łączące świat i zmniejszyć granice dzielące ludzi. Jak piszą pomysłodawcy, nie jest ważne czym różnią się ludzie.

Czy miejscem zamieszkania, politycznie, duchowo czy ekonomicznie, wierzą oni, że muzyka ma wielką moc by zebrać i połączyć wszystkich ludzi w jedność, nie zwracając uwagi właśnie na te różnice i z tą myślą tworzą oni świetną i jedyną w swoim rodzaju muzykę. Poniżej dwie piosenki, które najbardziej mi się podobają.

Don’t worry

Chanda mama

Sama muzyka wywołuje we mnie uśmiech na twarzy nie ważne ile razy tego słucham. Co do inicjatywy natomiast jest ona bardzo ciekawa, i wierzę, że uda się dotrzeć im do jak największej ilości ludzi!

Tutaj jest ich kanał na YouTube .

Porównawszy

28/08/2009 - autor: Piotr

Od jakiegoś czasu korci mnie by napisać co nie co o tym co mi się podoba we Włoszech w przeciwieństwie do Polski. Co nie znaczy, że nie lubię naszego kraju. Chodzi tutaj o ceny. Ceny, które w porównaniu z Włochami wypadają źle. Wartość każdego dobra jakie się używa codziennie jest po prostu wysoka. Od skarpetek po samochód, czy od paczki makaronu po jakiś kebab.

Oczywiście nie chodzi mi tutaj o mieszanie Polski z błotem, by tylko Włochy przedstawić w superlatywach. Zanim jednak podniosą się głosy i krzyki, że nie mam racji, bo ktoś tam był we Włoszech i kupował np. skarpetki bo mu się porwały i zapłacił 2.50 € i wyszło mu 10 złotych, więc co ja gadam, przecież w Polsce tańsze są skarpetki. Ok, jeśli wszystko by tak liczyć to owszem jest to droższe, ale czy o tym mowa? Nie chodzi mi tutaj o skonfrontowanie turysty, który przyjeżdża z Polski do Italii, ale pracownika Polskiego i Włoskiego.

Zatem, sytuacja wygląda następująco, nie wdając się tutaj naturalnie w średnie krajowe, bo oczywiście są osoby które zarabiają te 3000 zł ale też są co mają 900 zł i vice versa w Italii. Więc powiedzmy, że mamy tu pracownika Włoskiego, który zarobi 1250 €/mc i Polaka, który zarobi tą samą sumę 1250 tylko, że w złotówkach.

I teraz jest taka zasada by po prostu porównać ceny przedmiotów jakie można kupić u nas w Polsce, oraz we Włoszech nie zwracając uwagi na walutę ponieważ w danym kraju płacimy w odpowiedniej walucie. Poniżej podam kilka przykładów.

Aparat fotograficzny SONY DSLR-A200K: We Włoszech kosztuje on mniej więcej 369 €, natomiast w Polsce cena waha się między 1500-1600 zł. Teraz jaki z tego wniosek? A no taki, że kupując w Polsce musimy wydać na tenże aparat całą wypłatę plus jeszcze troszkę, natomiast pracując w Italii wydamy tylko 1/4 wypłaty i możemy nadal żyć i jeść.

Teraz przejdźmy może do samochodów, dajmy na to Rover 200, angielski samochód, daję ten przykład bo podoba mi się ta maszyna. Dajmy na to rocznik 1999 o przebiegu 15000-20000 km. We Włoszech zapłacimy za taki samochód około 2000 €, natomiast u nas w Polsce, około 8000-9000 zł. Czyli podczas gdy my w Polsce będziemy męczyć się i pocić aby kupić ten samochód za 8000 na półwyspie Apenińskim będziemy mogli za tę samą sumę kupić już 4 takie samochody.

Jeśli jestem już przy samochodach to pozwolę sobie podać ceny paliw w obu krajach. Polska, benzyna kosztuje około 4 złotych za litr, natomiast 1200 km dalej to samo paliwo kosztuje około cztery razy mniej, czyli płacąc taką samą sumę mam cztery litry zamiast jednego. Z gazem jest podobnie. Podczas gdy u nas kosztuje on około 1.80 zł we Włoszech kupimy go za 0.50 € …

Podobnie jest z ubraniami. Kupując np t-shirt w Polsce płacę około 45 złotych podczas gdy we Włoszech płacę za tę samą koszulkę 9-15 €. Za spodnie zapłacę 40 €, czyli mniej niż w za koszulkę w Polsce. Spodnie w naszym kraju kupię natomiast za około 100 złotych…

Jesteśmy na mieście ze znajomymi i chcemy zjeść. Co zjeść na mieście ostatnio jak nie Kebab? W Polsce? 12 złotych We Włoszech? 4 €. Jaka różnica? a no taka, że będąc w Italii i mając taką kwotę jak u nas płacę za jeden kebab, na półwyspie będę mógł zasponsorować jedzenie dwóm znajomym dodatkowo.

Do tego możemy wypić piwo, kto nie lubi piwa. Problem, że kosztuje ono w Polsce 3 złote. Oczywiście mniej więcej. Natomiast we Włoszech 1.20 €. No właśnie, można by tak porównywać i konfrontować. Ja jednak chciałem tylko pokazać jak ciężko jest mieszkać w naszym pięknym kraju, podczas gdy w w kraju makaronu jest o wiele łatwiej, choć nie powiedziane jest, że łatwo.

Chciałbym jednak zauważyć, że Włochy to nie jest kraj wymarzony pod względem cen, ale nie też nie podoba mi się on z tego powodu i nie chcę tam mieszkać właśnie dlatego bo jest tam taniej. Jeśli miałbym możliwość mieszkać w Polsce lub Włoszech, wybieram Włochy, jednak jeśli miałbym wybrać pomiędzy Polską a innym krajem europy, typu Francja, Anglia czy Niemcy, wybrałbym Polskę.

Nie jestem chciwy.

Una volta tanto

27/08/2009 - autor: Piotr

Negramaro to włoski zespół rockowy, do którego przekonałem się dopiero niedawno. Lepiej późno niż wcale, świetny głos!

Tak mi się ta piosenka spodobała, że nie mogłem się powstrzymać by nie podzielić się ją z innymi. Rozpływajcie się Negramaro – Una volta tanto

O słońcu i wietrze

18/08/2009 - autor: Piotr

Wczoraj znalazłem na jednej ze stron o rozwoju i świadomości, krótką historyjkę, która bardzo mi się spodobała i postanowiłem ją tutaj umieścić ponieważ według mnie daje dużo do myślenia.

Słońce i wiatr kłócili się ze sobą o to, kto jest silniejszy. Wiatr powiedział: „Widzisz tego starego człowieka w płaszczu? Założę się, że potrafię zedrzeć z niego ten płaszcz szybciej niż ty.”

Słońce schowało się więc za chmurami, a wiatr zaczął wiać mocniej i mocniej, aż wreszcie przybrał siłę huraganu. Jednak im mocniej wiał, tym bardziej starzec otulał się płaszczem.

Wreszcie wiatr zrezygnował i ucichł. Wtedy słońce wyszło zza chmur i uśmiechnęło się przyjaźnie do człowieka. Natychmiast otarł czoło i zdjął płaszcz. Słońce udowodniło wiatrowi, że delikatność i przyjazne podejście są zawsze silniejsze niż furia i siła.

To krótkie opowiadanko może wydawać się dziecinne, lecz sądzę, że niesie ze sobą dość ciekawe przesłanie, które ułatwiłoby życie podczas relacji międzyludzkich, niestety większość o tym zapomina, wyładowując nerwy podczas rozmowy z kimś kto np nie do końca coś rozumie, lub też jakiejś innej okazji. A przecież powszechnie wiadomo, że łatwiej jest dość do porozumienia czy załatwić coś, przyjaznym nastawieniem.

Mieć marzenia

05/08/2009 - autor: Piotr

Marzenia. Każdy je ma, ale nie każdy widzi w tym sens. Sens życia, którego szukałem dość długo, aż w końcu mogę powiedzieć, że chyba go znalazłem. Wydaje mi się, że stawianie sobie pewnych celów w życiu pozwala wypełnić nasz byt jakimś sensem. Niestety nie każdy ma odwagę stawić czoła tym misjom i po prostu zostawia się je na boku,  pozwalając tym samym umrzeć tym marzeniom i sprawiać, że życie staje się dość szare i nudne.

Wiele ludzi boi się walczyć o własne marzenia, myśląc że nie uda im się wejść nazwijmy to na własny “Mount Everest”,bojąc się porażki. Są też tacy, którym uda się zrobić ten pierwszy krok, jednak niestety spotkawszy na swojej drodze pierwsze zamknięte drzwi rezygnują nie próbując w nie nawet zapukać czy zajrzeć w okno, które jest tuż obok … wracając tam skąd się przyszło.

Wydaje mi się, że to właśnie możliwość i chęć podjęcia wyzwania, i walki o spełnienie tych najskrytszych marzeń sprawia, że to życie jest tak niezwykle interesujące i przyjemne, czego wcześniej niestety nie dostrzegałem. Warto jest mieć marzenia i nie ważne czy są to wielkie cele czy też małe, ważne jest aby je po prostu mieć.

Moja lista marzeń nie jest najdłuższa i składa się z dziewięciu punktów, które pozwolę sobie krótko opisać, by można było wiedzieć, o co dokładnie chodzi.

1. Zamieszkam we Włoszech

Bardzo chcę na stałe mieszkać we Włoszech. W ostatnim roku mogłem poczuć choć troszkę smaku tego marzenia. Przez cały rok mieszkałem w moim ukochanym kraju. Niestety coś się popsuło i po prostu zmusiłem się do chwilowego wycofania. Wierzę jednak, że już niedługo ta przygoda rozpocznie się od nowa.

2. Bardzo dobra znajomość języka włoskiego

Włochy moją pasją, a język włoski? To najpiękniejszy język świata, oczywiście dla mnie. Nie wszyscy moi znajomi podzielają tę opinię, Moim drugim marzeniem jest jak najlepsza znajomość tegoż języka. Na razie umiem go na poziomie komunikatywnym, czyli daję radę się porozumieć, na szczęście mi to nie wystarcza. Dumą napawa mnie jednak fakt, że wszystko co do tej pory umiem, udało mi się nauczyć samemu.

3.  Poznam pięć nowych języków

Języki, ktoś mi kiedyś powiedział, że nauczywszy się nowego języka to tak jakbyśmy się ponownie urodzili. W sumie wiele w tym prawdy bo przecież umiejąc kilka języków mamy możliwość komunikowania się z większą ilością osób. Wielu osobom może wydawać się to trudne. Przyznam rację, nie będzie łatwo nauczyć się pięciu języków. J. angielski, hiszpański, niemiecki, francuski oraz czeski. Wszystko pozostaje w moich rękach.

4. Università per Stranieri di Siena

Chyba całe życie się uczymy, dlatego za mój dalszy cel postawiłem sobie naukę w Università per Stranieri di Siena, czyli Uniwersytet dla obcokrajowców w Sienie, na wydziale językowym. Niestety będzie to jedno z trudniejszych zadań jakie mnie czeka, ale wierze, że mi się uda.

5. Jak Wojciech Cejrowski

Znowu włochy. Cieszę się, że nie urodziłem się Włochem. Wtedy nie zauważyłbym nawet tego piękna i bogactwa jaki posiada ten kraj, niestety niszczonego przez samych włochów. Choć oczywiście nie chciałby uogólniać. Moim kolejnym celem w życiu jest zwiedzenie jak największej ilości miast. Od tych wielkich jak Mediolan, Rzym czy Florencja po te mniejsze jak Poggibonsi, Lodi czy Cento. Chciałbym znać i opowiadać o Włochach tak jak o Ameryce Łacińskiej opowiada jeden z moich ulubieńców Wojciech Cejrowski.

6. Napiszę książkę

Tym razem nie będzie o Włoszech. Moim kolejnym marzeniem jest napisanie książki. Jak na razie jest to plan, który chcę zrealizować w dalszej przyszłości czyli za jakieś dwa lata. Ponieważ w tej chwili nie mam jeszcze pojęcia o czym miałaby być, ale prawdopodobnie o … Włoszech.

7. Będę grał

Uwielbiam muzykę, oczywiście nie powiem, że się znam ale lubię każdy rodzaj muzyki, wszystko zależy od okazji. To uwielbienie do muzyki chciałbym jakoś ukoronować umiejąc ją grać również samemu. Dokładniej chodzi o to, że chciałbym nauczyć się grać na dwóch instrumentach t.j gitarze i perkusji. Z tego co wiem to jestem antytalentem, ale świat nie takie przypadki zna.

8. Pojadę samochodem

Prawo jazdy. No właśnie niby takie proste, ale tym samym takie trudne. Moim przedostatnim marzeniem jest zrobienie sobie prawa jazdy. Jak na razie cel ten zaraz po tym aby być we Włoszech jest moim priorytetem.

9. Kocham Cię

Jestem już prawie na finiszu. Zostało ostatnie, wbrew pozorom jedno z trudniejszych. Okazywanie uczuć przychodzi mi z wielkim trudem. W życiu nikomu jeszcze ich nie okazałem. Chodzi tutaj o to, iż chciałbym pokazać mojej mamie co na prawdę do niej czuję i powiedzieć jej jak bardzo ją kocham. Niestety nigdy tego nie zrobiłem. To co niektórym przychodzi z wielką łatwością, mi przychodzi niezwykle ciężko.

To na tyle moich marzeń, byłoby jednak miło gdyby ta lista wydłużała się, bo chyba to dobrze, kiedy w życiu znajdujemy nowe cele prawda?

Próbując od nowa

02/08/2009 - autor: Piotr

Zawsze kiedy zaczynam coś pisać, najbardziej męczę się nad pierwszym akapitem, ale doszedłem do wniosku, że to w sumie normalne, bo przecież najciężej w życiu jest zrobić pierwszy krok. Tych pierwszych kroków stawiałem na tym blogu już kilka i za każdym razem kończyły się one bolesnym upadkiem w postaci usuwania tego co napisałem. Czemu? Cholera wie. Jednakże mam świadomość, że w swoim całym życiu stawiałem wiele tych pierwszych kroków, które podzieliły los rzeczonych wpisów. Może tym razem będzie inaczej?

Od dłuższego czasu myślę nad zmianą swojego życia. Życia z którego powinienem się cieszyć, chociażby tylko dlatego, że je mam. Jednak jest inaczej. Miewałem już wiele prób wyrwania wszystkich kartek z życia i zaczęcia nowego rozdziału, tylko czy powinienem je od razu wydzierać? Czy nie lepiej po prostu pozostawić pewien etap takim jakim jest, zostawić wszystko to co się wydarzyło i chociażby schować gdzieś głęboko do szuflady?

Dlatego lepiej zostawić przeszłość gdzieś tam na dnie, a przynajmniej to co było złe, pamiętając o tym co dobre, i przede wszystkim myśleć o przyszłości i o dobrych chwilach, które mogą nas spotkać. Bo przecież to daje nam nadzieje i radość, która jest niezwykle ważna w życiu. Myślę, że mam wszystko by móc rozpocząć od nowa pewien rozdział. Przynajmniej z mojego punktu widzenia.

Mam nogi, które zaprowadzą mnie gdzie tylko będę chciał, mam ręce dzięki którym mogę zrobić wszystko, mam oczy dzięki którym będę mógł zobaczyć wszystkie miejsca do których zaprowadzą mnie te nogi, ale również będę mógł zobaczyć wszystko co stworzą moje ręce, mam też uszy, dzięki którym usłyszę wszystko czego tylko zapragnę, a przede wszystkim mam mózg, umysł, dzięki któremu jestem w stanie zrobić wszystko na co tylko mam ochotę. Czyli chyba nic mi nie brakuję, prawda? No właśnie. Ktoś powiedział iż tak bardzo narzekamy, kiedy coś nam boli, kiedy jest źle, no ale czy cieszymy się kiedy nic nie boli i jest dobrze? Chyba nie do końca, raczej nie zwraca się na to nawet większej uwagi.

Dlaczego chce coś zmienić, ktoś może zapyta? Hmmm … Dzieciństwo mimo kilku przykrych chwil wspominam bardzo przyjemnie i nie zamienił bym się z nikim, aż do momentu kiedy powiedzmy zacząłem dorastać, zacząłem się buntować i aż do teraz ten nijaki bunt mi chyba nie przeszedł, przez co czuję się bardzo niedojrzały. Moje myśli przypominają nieposegregowane śmieci, żyję z dnia na dzień, nie zastanawiając się nad niczym, nie dbam o nic, wszystkich zawodzę, a przede wszystkim samego siebie, ogólnie rzecz biorąc straciłem kilka lat życia, a jedynym winnym tej straty jestem tylko ja, mimo to chciałbym nadrobić tę stratę . Jednakże nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo przecież przyszedł ten dzień w którym postanowiłem coś zmienić, uporządkować i zacząć wreszcie żyć pełnią życia i uśmiechem, mimo wielu problemom, którym trzeba stawić czoła.

A po co założyłem tę stronę? A no bo pomyślałem sobie, że być może pomoże mi się wyrazić, zrozumieć się samego ale też przedstawić mój punkt widzenia na wiele aspektów życia, innym, co niesie ze sobą wiele korzyści.